II Wiosenny Zlot Jawerów - Góra Kamieńsk 20-22.04.2012

Zlot rozpoczął się dla mnie już tydzień przed czasem. Wszystko przez to, że jakoś brakło czasu na poskładanie motocykla. Rozglądając się po czeluściach małego garażu znalazłem mój środek transportu na zlot, był to Mustang rocznik 73'. Podszedłem zalałem gaźnik kilka mocnych kopniaków i ostrego pompowania gaźnikiem pomogło. Zagadała, radość ogromna, motocykl o dziwo pali i jeździ po 2 letnim postoju. Przypominam sobie co było robione w silniku i co trzeba poprawić. Okazuje się, że ostatnie wymiany były 5 lat przed postojem ale wszystko chodziło. W tydzień uwinąłem się z serwisem, dolałem oleju, kupiłem dętkę i żarówkę. Przejechałem się kilka razy w koło komina i już byłem pewien, że damy radę. Dokupiłem tylko chiński gaźnik (z oryginalnym już nie szło współpracować), amortyzatory do tyłu, pod centrowałem koła i byłem gotów.

Czwartek przed zlotem był już bezsenny. Planowany start o 01:00. Wychodzę 20 min. przed czasem aby się ubrać. Wybija godzina zero: Wypycham "motocykl" za ostatni blok co by nie budzić ludzi. Zapasowy tłok i cylinder w kieszeni, 8l w baku plus 3l pod bakiem w butelkach, 300ml oleju. Ruszam na małą przygodę. Wszystko pięknie ale 500m od garażu tracę przednie światło. Chwilę pocę się na poboczu w ciemnościach i poddaję się, w końcu do garażu raptem zjechać z górki. W garażu wcale nie jest lepiej, godzina walki i spinam dodatkową masę do błotnika. Światło działa, godzina w plecy ale jadę. Początkowo nawet zadowolony jestem, prędkość trzyma się w takich granicach, że nawet mi zimno. Po 20km zaczynają się strome podjazdy, na szczęście ruch jest zjawiskowy więc mknę pod górki po 30km/h na pierwszym biegu słuchając pięknej symfonii pierścieni. Nie mija półtorej godziny a już jestem w Tarnowie, czas zaskakująco dobry, więc szkoda było by go psuć postojami. Ruszam na przeprawę promową w Nowym Korczynie na Borusową. Wybrałem tą drogę z powodu mniejszego ruchu ale nie spodziewałem się, że będę już pół godziny przed 4 na miejscu. Prom kursuję od 4 ale i o tej godzinie nikogo jeszcze tam nie było. Zjadłem banana i wpadłem na pomysł, że szkoda czasu objadę te 30km do mostu i pojadę główną drogą, w końcu jest całkiem dobra i ma pas dla takich jak ja. Przez wioski lecę swoją maksymalną prędkością nawet nie zwalniając na zakrętach, gdyż poniewóż nie ma z czego. Jadąc mniejszym motorkiem jest strasznie dużo czasu na obserwowanie okolicy, można jechać z głową przekręconą w bok nie raz nawet i minutę czy więcej, za ten odcinek po wioskach przejedziemy mały kawałeczek. Droga łatwiejsza jest do zapamiętania, nie ma problemu, że zagapiliśmy się i przeoczyliśmy znak. A co najlepsze w okolicach Włoszczowej, dokładnie nie pamiętam z racji tego, że było to już trochę temu a działo się w zastraszającym tempie, zaczęło zbierać się na deszcz. Chmury szły szybko, gdybym jechał czymś innym może bym i uciekał, co i tak by się nie udało a za to jechałbym dłużej w deszczu. Tymczasem gdy pierwsze krople dosięgły pozostałości po dymie z małej lecz dzielnej rureczki, od razu zaopatrzyłem się w przydrożny przestanek. Zapakowałem się tam bez problemu:

Burza lecąc sama nie mogąc mnie zmoczyć szybko zniknęła. W tym czasie załatwiłem swoje potrzeby oraz zgłębiłem się troszkę w mapę. Po przeliczeniach mimo postoju i nadłożenia drogi czas nadal jest świetny. Dlatego postanowiłem troszkę zwolnić i porobić zdjęć. Znalazłem bociana:

Następnie mijając Pilczyce musiałem zrobić sobie sweet fotkę na tle jakiegoś małego zbiornika:

Nie upłynęło wiele czasu a znowu zapragnąłem zostać gwiazdą:

Dodam nawiasem, że na tym zdjęciu posiadam dość mocny zarost na twarzy, zaraz przed wyjazdem go nie było. Czyżbym gdzieś przespał dzień dwa? Może jednak jadę dobrze. Ciągle jednak nie pasuje mi ten czas. Nie ma jeszcze południa a ja już prawie w Przedborzu. W tym miasteczku urzekła mnie droga przez Gorzkowice. Z racji tego, że mieszka tam jeden jawer. Skoro jestem już tu, mam dobry czas oraz prędkość patrolową, pooglądam okolice w których broił za młodu. W między czasie na którejś z prostych licznik pokazywał oszałamiającą prędkość 80km/h. Oczywiście coś stało się z napędem lub linką bo jest to nie możliwe do osiągnięcia tym egzemplarzem. Po chwili kończy się rezerwa i stoję. Jednak mój plan żeby pod bakiem zamieścić 3l paliwa sprawdził się idealnie. Dolewka, motor stracił na wadzę więc jedzie jeszcze szybciej. Nim się obejrzałem jestem w Gorzkowicach. Zwalniam i rozglądam się z nadzieją, że może ujrzę dom jawera. Miasto spodobało mi się bardzo. Jest tam i trochę zieleni i mini jeziorko, trochę fajnych budynków, utwierdza mnie to w dobrym wyborze trasy. Zaraz po wyjeździe z miasta zaczynam rozglądać się za dymem, czerwonymi lampkami i zielonymi ludzikami. Stop, rozpędziłem się miało być bez zielonych ludzików. Dym miał znajdować się przede mną i nie wydobywać się z tej niepozornej rureczki. O dziwo jawka nie dymiła znacznie przez drogę. W Kamieńsku jakoś dziwnie pojechałem i tym sposobem objechałem całą górę Kamieńsk dookoła. Specjalnie się tym nie zmartwiłem bo zawsze fajnie jest coś zobaczyć.

Mając w zasięgu ręki miejsce docelowe w myślach zaczynam sobie gratulować i podziwiać ten sprzęt. Droga robi się dziurawa co mnie nie powstrzymuje i dalej mknę swoją naddźwiękową. Po chwili po jednej większej wyrwie w drodze motor gaśnie. Myślę sobie, że nie potrzebnie chwaliłem ale co mi tam do celu zaniosę motor na rękach. Zanim się zatrzymałem w ułamku sekundy prześledziłem cały silnik, wyeliminowałem zatarcie, zblokowanie i tym podobne. Nie możliwe, żeby sprzęt zawiódł z bardziej błahego powodu jak odpięta fajka czy jakiś przewód. Już miałem zjeżdżać na pobocze jak zobaczyłem pstryczek od stacyjki. Torba na baku mieściła się na styk i na jednej z dziur przycisnęła przycisk od wyłączania zapłonu. Ciach go z drugiej strony, poprawiam torbę i od razu jadę dalej. Już miałem skręcać na górę Kamieńsk jak zobaczyłem jakiegoś faceta z autem na poboczu, który majstruję coś przy krzakach. Im bliżej tym mocniejsze uczucie, że go skądś znam. Podjeżdżam bliżej a tu uśmiechnięty organizator macha do mnie. Okazuje się, że jestem pierwszy, nawet jeszcze zlot nie jest otwarty. Na miejscu otwieramy budynek, rozkładamy wszystko i czekamy na telefony o awariach. Miejsce zlotu gotowe, organizator biedny czeka na innych co by pojechać po swój motocykl. Po dłuższym czasie zaczynają się zjeżdżać jawerzy. I w tym miejscu relację obejmuję cenzura zawierająca ponad 200 butelek perły. W urywkach dodam tylko, że na paradzie 50 dała z siebie wszystko mimo to czasami zostawała w tyle. Zwiedziliśmy kopalnie w Bełchatowie, słynna fabrykę chmur:

Następnie ruszyliśmy do Radomska polansować się po mieście oraz pokazać jaki blask bije od naszych czechosłowackich dwutaktów. Niestety podczas powrotu i niebiosa pokazały, że też potrafią pobłyszczeć, zlało nas sakrucko. Kałuże sięgające podeszwy buta. Jawka szła dzielnie mimo stożkowego filtra powietrza, niestety niecały kilometr od celu padła. Jeden z jawerów miał sznurek i mnie podholował. Na miejscu wysuszyłem siebie i przystąpiłem do konkurencji zlotowych. Śmiechu było jak zwykle dużo, zabawa jak zawsze w takim gronie poprawiła nam samopoczucie po deszczu. Najwolniejszym jawerem okazał się jawer, który przyjechał sportową cafejawąracer. Mi udało się dostać nagrodę specjalną czym bardzo mnie zaskoczyli:

Jako, że ciuchy schły wolno postanowiłem przesuszyć jawkę. Komora pływakowa odsuszona, dysze przedmuchane, świeca wyczyszczona, kop i pali. Jednym słowem cudowny silnik, choć objawy zalania pojawią się jeszcze w drodze powrotnej to i tak więcej krwi napsuje spalona żarówka. Zbliża się wieczór, ognisko już płonie, następuje rozdanie nagród a potem kolejna biesiada z cenzurą. Pozwolę sobie ujawnić nieco rąbka tajemnicy. Najwolniejszy jawer już od dłuższego czasu chciał się pozbyć swojego sporego Dunlopa. Jakoś mu ta opona nie leżała. Po zapewnieniu przez tłum, że dnia następnego opona, dętka, narzędzia oraz pomoc się znajdzie rozpoczęło się widowisko. Po kilku minutach cześć osób straciła nadzieje na strzał z opony, druga natomiast zaczynała wierzyć w strzał z korby, reszta zniknęła gdzieś w obłokach dymu na chwileczkę zapomnienia. Po dłuższej chwili naszym oczom ukazał się taki o to widok:

Opona walczyła dzielnie ale co mogła poradzić na moc czechosłowackiego twina:

Tańce hulanki i swawole trwały nadal. Niektórych dopadł piasek piaskowego dziadka i położyli się spać, choć było ciężko wywalczyć trochę snu wśród całego tego uporządkowanego bałaganu. Kilka godzin później nadszedł poranek choć nie dla wszystkich. Mając optymistyczny czas w drodze na zlot pozwalam sobie zaczekać na naszego palacza aż zmieni gumę. Przed południem udaje się wyjechać. Niestety jazda nie trwa długo i pojawiają się objawy zalania gaźnika w małej amazonce. Dmuchanie dysz i czyszczenie gaźnika okazują się jednak pomagać ale gdy już nic nie zakłóca jazdy pojawia się problem z powietrzem w większym bracie. Nie wymienię o kogo tu chodzi ale dzięki za dziurawą dętkę. Kolejni jawerzy przywożą koło ale w gorszym stanie, jumamy samą dętkę, dziękujemy i lecimy dalej. 20km później kapcia łapie ja:

Zresztą co to za wycieczka bez kapcia. Z zakupionych części zostaje mi już tylko żarówka więc spokojnie czekam aż się przepali. Przed Włoszczową zatrzymuje nas patrol policji. Tracę dowód za brak przeglądu ale dostaję pouczenie i zieloną kartę na 7 dni aby spokojnie wrócić do domu. Nie wiele dalej sytuacja się powtarza, moja zielona karta ledwo przeszła przez wzrok Pana policjanta. Mimo srogiej miny i groźby zabrania dowodu koledze jednak nas puszcza. I tak pędzimy w stronę domu z zawrotnymi prędkościami, które z górek znacznie przekraczają 60km/h. Za zmroku już dojeżdżamy do Tarnowa. Postój na małe co nieco i zmniejszenie wagi własnej. W cafe odpada stopka boczna a kawałek dalej mustang gubi przednie światło. Wiedziałem, że ten moment nadejdzie. Żarówka, którą kupiłem okazała się za mocna, przednie światło jest żółte a tylnego nie widać w ogóle. Niby się tym nie zraziłem bo mam obstawę z tyłu ale obstawa wołała już nie spotkać mundurowych w obawie o dowód rejestracyjny. Zatrzymujemy się na stacji, dolewam paliwa na zaś i pytam o żarówkę. Niestety takie są uroki 6V instalacji, że nie idzie dostać do niej żarówki w trasie. Z braku laku podpinamy 12V 45W żarówkę, ku naszemu zaskoczeniu świeci lepiej od tamtej a w dodatku tylna się żarzy, jesteśmy usatysfakcjonowani tym faktem. W faworze walki zgubiłem iskrę. Nie dość, że jakieś 30min walczyliśmy ze zmodyfikowaniem wkładu aby żarówka pasowała i jakoś świeciła to jeszcze przez własną głupotę odpięliśmy masę od cewki co skutkowało brakiem iskry. Odkrycie tego faktu pochłonęło kolejne 30min. i masę tłuszczu spalonego w trakcie biegania z motocyklem. Po 10km przebieżki udało się odpalić zalaną jak świnia jawkę. Do domu zostało raptem 70km, czyli godzinę jazdy ale my uwinęliśmy się w 2,5h z racji tego, że zaczęło lać oraz teren stał się bardziej górzysty. Zameldowaliśmy się w domach po pierwszej w nocy cali mokrzy. Zaparkowałem w garażu i zabrałem tylko klucze od domu, nie miałem siły na zabranie kilku nawet klamotów. Resztkami sił się rozebrałem do spania i dałem znać, że dojechaliśmy. Sprzęt spisał się wyśmienicie. Przejechał ok. 720km zadowalając się spalaniem nie przekraczającym 3l. Dziękuję wszystkim przybyłym na zlot za towarzystwo a najbardziej organizatorowi za przygotowanie tego wszystkiego.

Zobacz film ze zlotu: PLAY

Zobacz film 2 ze zlotu: PLAY

Galeria

100_6024 100_6027 100_6028 100_6029 100_6030 100_6031 100_6032 100_6034 100_6035 100_6038 100_6041 100_6042 100_6043 100_6044 100_6045 100_6046 100_6051 100_6053 100_6054 100_6055 100_6057 100_6060 100_6061 100_6062 100_6063 100_6064 100_6065 100_6066 100_6067 100_6068 100_6069 100_6070 100_6071 100_6072 100_6073 100_6074 100_6075 100_6076 100_6077 100_6078 100_6079 100_6080 100_6081 100_6082 100_6083 100_6084 100_6086 100_6088 100_6090 100_6093 100_6094 100_6095 100_6096 S6301224 S6301225 S6301226 S6301227 S6301228 S6301229 S6301230 S6301231 S6301232 S6301233 S6301234 S6301235 S6301237 S6301238 S6301239 S6301240 S6301241 S6301242 S6301243 S6301244 S6301247 S6301248 S6301250 S6301251 S6301252 S6301253 S6301254 S6301255 S6301256 S6301257 S6301258 S6301259 S6301260 S6301261
jawa (1) jawa (2) jawa (3) jawa (4) jawa (5) jawa (6) jawa (7) jawa (8) jawa (9) jawa (10) jawa (11) jawa (12) jawa (13) jawa (14) jawa (15) jawa (16) jawa (17) jawa (18) jawa (19) jawa (21) jawa (22) jawa (23) jawa (24) jawa (25) jawa (26) jawa (28) jawa (29) jawa (30) jawa (34) jawa (35) jawa (36) jawa (37) jawa (38) jawa (39) jawa (40) jawa (41) jawa (42) jawa (43) jawa (44) jawa (45) jawa (46) jawa (47) jawa (48) jawa (49) jawa (50) jawa (51) jawa (52) jawa (53) jawa (54) jawa (55) jawa (56) jawa (57) jawa (58) jawa (59) jawa (60) jawa (61) jawa (62) jawa (63) jawa (64) jawa (65) jawa (66) jawa (67) jawa (68) jawa (69) jawa (70) jawa (71) jawa (72) jawa (73) jawa (74) jawa (75) jawa (76) jawa (77) jawa (78) jawa (79) jawa (80) jawa (81) jawa (82) jawa (83) jawa (84) jawa (85) jawa (86) jawa (87) jawa (88) jawa (89) jawa (90) jawa (91) jawa (92) jawa (93) jawa (94) jawa (96) jawa (97) jawa (98) jawa (99) jawa (100) jawa (101) jawa (102) jawa (105) jawa (106) jawa (107) jawa (108) jawa (109) jawa (110) jawa (111) jawa (112) jawa (113) jawa (114) jawa (115) jawa (125)