Redaktor: Hubert Pawlowski 08.08.2012.



Czyli spacerek po francuskiej prowincji…

Francja wita mnie sloneczna, ciepla pogoda, bezchmurnym niebem oraz cudownym zapachem swiezo skoszonych traw i ziól na lakach. Nie bede oryginalny, piszac te slowa ale tych zapachów nie da sie poczuc inaczej niz jadac motocyklem.

Chcialoby sie zdjac kask, lub chociaz otworzyc szczeke w kasku, poczuc cieply wiatr we wlosach… Niestety, to niemozliwe. Pierwsze – nielegalne, nie wspominajac juz o tym, ze niebezpieczne. Drugie – moze sie skonczyc nieprzyjemnie a byc moze takze niebezpieczne, a to z uwagi na nisko przelatujace, na dodatek w duzych ilosciach – owady. Jeden trafil mi w szybke kasku, skutecznie rozchlapujac sie na trzech czwartych jej powierzchni, drugi zachlapal pól reflektora… Nie bylo rady, konieczny okazal sie postój na czyszczenie wizjera. Zuzylem na ten cel dwie chusteczki do okularów. Cos duze maja tu te insekty. Kilkanascie kilometrów dalej szybka wygladala juz tak samo, jak nie gorzej, niz przed czyszczeniem…

O poranku:



Napotkane po drodze miasteczka sprawiaja na pierwszy rzut oka wrazenie nieco zaniedbanych, szczególnie jesli ma sie swiezo w pamieci sterylne, niemieckie ulice. Jednak ten delikatny, “artystyczny” nielad ma swój urok. Miasteczko ma swój klimat, zyje.

Prowincjonalne klimaty:



Mimo dosc wczesnej pory, temperatura siega juz +30 stopni. Ludzie leniwie przesiaduja w kawiarniach, nic sie nie dzieje, nikt nie spieszy. No tak, dzis jest dzien wolny od pracy.



Kilkanascie kilometrów dalej natykam sie na stojacy samotnie w jednej z dolin amerykanski M10 Gun Motor Carriage, nieoficjalnie zwany “Wolverine”, czyli… rosomak. Pamiatka po ostatnich akordach Drugiej Wojny Swiatowej.



Dawid i Goliat.

Jawa 634: silnik 2-suwowy, benzynowy, rzedowy, 2-cylindrowy, typ 632, pojemnosc 343,5 ccm, moc 25 KM;

M10 Gun Motor Carriage: 2 sprzezone 2-suwowe silniki wysokoprezne, rzedowe 6-cylindrowe General Motors 6046 Model 6-71M o mocy 375 KM.




W takich okolicznosciach przyrody kilometry mijaja niepostrzezenie. Sto, sto piecdziesiat, dwiescie…



Przydrozny parking… Znów czyszczenie szybki w kasku…



Francuska prowincja, czyli “oczekuj nieoczekiwanego”. Paliwo bylo, ale sie skonczylo…



I nic czlowiek nie poradzi na to, ze mapa i nawigacja stanowczo twierdza, ze tu jest benzyna.

Cudownych widoków ciag dalszy. Szkoda, ze aparat tak splaszcza perspektywe.



Male miasteczko. Resztki mlyna:




Mimo wolnego dnia, stróze porzadku, w osobach funkcjonariuszy Gendarmerie pracowali ciezko, w kilkunastu miejscowosciach rozstawiajac suszarki do portfeli i tym podobny sprzet. Przy czym raczej nie byli sklonni do zartów, jak slynni filmowi Le Gendarme de St. Tropez , co bez problemów mozna bylo wyczytac z min zatrzymanych kierowców. Mnie jakos nikt nie zatrzymal. I cale szczescie, bo po francusku potrafie co najwyzej podziekowac i zaklac. Podjalem przy tym postanowienie – zaczne uczyc sie podstaw francuskiego.

Katedra z XIV wieku:



W malej kawiarni spotykam niemieckie malzenstwo, podrózujace na BMW, jak sie okazuje, równolatku mojej Jawy. Nawiazuje sie bardzo sympatyczna znajomosc.

Stare maszyny wypoczywaja. Dwa joungtimery z dwóch róznych stron zelaznej kurtyny…



autor: Hubert Pawlowski
artykul pochodzi ze strony: http://tamarixis.wordpress.com
i jest publikowany za wiedza i zgoda autora za co serdecznie i goraco dziekuje.