Redaktor: Kristos 19.05.2012.



Lubimy zaznaczac i podkreslac uplyw czasu. W naszym kalendarzu jest pelno waznych dat, a to rocznica, a to inna wazna tradycja… Do jednej z tych grup nalezy obchodzenie urodzin. Dwudzieste, trzydzieste, czterdzieste i.t.d… Wazna sprawa, bo przeciez jakis okres czasu minal, wiec warto by bylo go jakos zamknac, podsumowac.

W moim przypadku bylo podobnie.

Grudzien – siedze w garazu i obserwuje sasiada, który juz drugi tydzien przygotowuje sie do urodzin. Co prawda jego swieto nadejdzie dopiero w marcu, ale postanowil juz sie rozgrzewac.

- Przeciez czterdzieste urodziny ma sie tylko raz w zyciu! – czesto podkresla.

Codziennie flaszka i kilkanascie piw. Glosne toasty na czesc gospodarza:

- Zeby te kolejne czterdziesci bylo jeszcze lepsze! – mamrocza zaproszeni goscie.

I tak dzien po dniu.

Niepostrzezenie nastaje marzec. Dla mnie i dla sasiada to wazny termin. Coraz blizej tej „magicznej daty”. Po sasiedzku impreza prawie wcale sie nie konczy. A mnie wlasnie udalo sie zakonczyc testy i modyfikacje mojego motocykla.

Pewnego czwartkowego popoludnia wyprowadzam przed garaz zapakowany i przygotowany do podrózy motor. Zdziwiony sasiad podchodzi, zostawiajac gosci i kielbase na grillu z pytaniem:

- A ty sie gdzie wybierasz?

- Do Maroka… - odpowiadam

- W morde, jakbym mial kase tez bym pojechal…- mamrocze sasiad.

- A ile to twoje „swietowanie” do tej pory cie kosztowalo? – pytam.

Zastanawia sie chwile, w myslach robiac rachunki:

- No, jakies szesc tysi, ale sam rozumiesz… Nie da sie inaczej…

Nie rozumiejac zerwalem z tradycja. Ile ja wydalem? 2.500,00 PLN za dwa tygodnie pobytu i 4.500 tysiaca kilometrów przejechanych po miejscach o jakich kiedys marzylem. Czy bylo warto?

Sami ocencie.